Łowiectwo sprzed wieku i dziś

Łowiectwo sprzed wieku i dziś

22.02.2026 564


Kiedy czyta się stare teksty o łowiectwie, łatwo trafić na suchą wyliczankę „co, gdzie i kiedy”. Tymczasem Jan Sztolcman pisał inaczej: jak przyrodnik, który widział w lesie nie tylko teren polowania, ale cały świat – z rytmem dnia, z wiatrem, z ciszą, która potrafi „zdradzić” bardziej niż głośny krok. Był zoologiem i autorem setek publikacji, ale też człowiekiem mocno związanym z kulturą myśliwską swojej epoki.
Sztolcman przez lata redagował czasopismo „Łowiec Polski”, które już w podtytule deklarowało, że zajmuje się myślistwem, bronią i hodowlą psów myśliwskich – czyli całą ówczesną „infrastrukturą” polowań: od tradycji, przez sprzęt, po kynologię.
I właśnie dlatego jego opisy polowań sprzed ponad 100 lat są dziś tak nośne: to nie tylko relacja z łowów, ale kronika obyczaju. W tle jest wspólnota, rytuał, dyscyplina zbiorowego działania i detale codzienności (choćby kolor kapelusza), które w terenie nagle okazują się ważniejsze niż najlepsza opowieść przy stole.

Podjazd o świcie – linijka, gnojówka i sztuka znikania w lesie

Stare polowanie „z podjazdu” ma w sobie coś z teatralnej sceny: jeździec, wóz, mgła na łące i ten moment, gdy zwierzyna jest jeszcze „niepewna świata”, a człowiek próbuje wtopić się w tło. Sztolcman opisuje podjazd konkretnie i bez romantyzowania: wózek musi być tak pomyślany, żeby dało się z niego zeskoczyć w trakcie jazdy, a najlepsza do tego jest długa linijka z szerokimi stopniami.
I tu pojawia się anegdota, którą dziś wielu czyta z uśmiechem: jeśli nie ma specjalnego wózka podjazdowego, można użyć zwykłej „gnojówki” (po prostu wozu w gospodarstwie), po drobnych przeróbkach. Sztolcman dodaje też praktyczną obserwację: kosz bywa lepszy od skrzyni, bo mniej hałasuje w czasie jazdy – a w łowiectwie cisza to waluta.
Najważniejsze w jego relacji jest jednak zachowanie w terenie. Podjeżdżając spostrzeżoną sztukę, nie należy zatrzymywać wozu „na widoku”, bo to najprostszy sposób, żeby wszystko zepsuć. Myśliwy ma zeskoczyć tak, by zasłoniło go drzewo albo krzak, a wóz powinien odjechać dalej, zostawiając zwierzynę zajętą ruchem wozu, nie człowieka. To w istocie opis „sztuki znikania”: nie iść na wprost, tylko myśleć jak las – osłonami, kierunkiem, cieniem. 
Sztolcman pisze wprost, że nawet w doborze stroju trzeba uważać, bo barwy odbijające od tła kniei zwierzyna wyłapie. Zaleca odcienie zielonkawe, szare i jasno‑brunatne, a jako przestrogę opowiada sytuację, gdy spłoszył jelenia… białym kapeluszem. To niby drobiazg, ale świetnie pokazuje, że łowiectwo (i polowanie) często rozstrzyga się w szczegółach.



Obława jako widowisko – role w kniei, „kosze” i dyscyplina milczenia

Polowania zbiorowe bywają dziś różnie oceniane, ale historycznie miały jedną cechę stałą: były organizacją ludzi w przestrzeni. Stare definicje mówią jasno, że „obława” to rodzaj polowania z użyciem ludzi, którzy otaczają knieję i naganiają zwierzynę na myśliwych. To opis prosty, ale oddaje sedno – tu nie ma samotnego „ja”, jest układ ról.
W opisach Sztolcmana uderza nacisk na zachowanie na stanowisku: unikanie głośnych rozmów, niechodzenie po linii, brak nerwowych ruchów, szybkie przygotowanie do strzału, zanim cokolwiek wyjdzie na widok. Ta „etykieta ciszy” jest wspólnym mianownikiem polowań, niezależnie od epoki i rodzaju broni.
A „kosze”? W myśliwskim języku to nie kuchenny przedmiot, tylko element maskowania. W dawnej praktyce opisywano kosze jako półkoliste osłony z gałęzi (np. świerczynowych lub sosnowych), ustawiane tak, by myśliwy zlał się z tłem i mógł siedzieć (albo kucać) bez świecenia sylwetką na otwartej przestrzeni.
Warto zauważyć, jak dobrze to łączy się z dzisiejszą odzieżą myśliwską: kiedyś budowano osłonę z gałęzi, dziś buduje się ją z kroju, koloru i materiału. Idea jest ta sama – nie przesadzić z kontrastem, nie hałasować, nie „odcinać się” od kniei.

Wilk między dwiema epokami – od fladr myśliwskich do fladr ochronnych

W opowieściach sprzed wieku polowania na wilki miały status „sprawy poważnej”: drapieżnik był postrzegany jako realne zagrożenie dla inwentarza i symbol niebezpieczeństwa. Dziś w Polska jest odwrotnie: wilk jest gatunkiem objętym ochroną ścisłą na mocy rozporządzenia o ochronie gatunkowej zwierząt, a zabijanie czy chwytanie jest co do zasady zakazane (z możliwością wyjątków tylko w ściśle określonych procedurach).
Do tego dochodzi ciekawa „historia w historii”: fladry – czyli sznury z chorągiewkami, które w relacjach myśliwskich funkcjonowały jako narzędzie w polowaniach na wilki – dziś są kojarzone przede wszystkim z metodą nieletalną, stosowaną do ochrony zwierząt hodowlanych i minimalizowania konfliktów człowiek–wilk. W opracowaniach naukowych i przyrodniczych podkreśla się, że pierwotnie fladry były używane przez myśliwych, ale od lat są adaptowane jako bariera odstraszająca.
Co ważne, temat wilka w Europie nie stoi w miejscu. Na poziomie Unia Europejska w 2025 r. formalnie przyjęto zmianę w prawie unijnym, która obniża poziom ochrony wilka w dyrektywie siedliskowej z „ściśle chronionego” na „chroniony”, przy jednoczesnym podkreśleniu, że państwa nadal mają obowiązek utrzymać właściwy stan ochrony gatunku.
I tu wracamy do polskiego kontekstu praktycznego: mimo zmian unijnych, polskie regulacje utrzymują ścisłą ochronę wilka, co zostało publicznie potwierdzane w dyskusji po europejskich decyzjach.

Ten „zwrot” jest świetnym przykładem, jak zmienia się łowiectwo i myślistwo – nie tylko w sprzęcie, ale w samym myśleniu o przyrodzie. Kiedyś fladry miały domykać krąg polowania; dziś częściej mają domykać krąg bezpieczeństwa na pastwisku.

Psy myśliwskie, broń i kultura łowiecka – co mówi tradycja, a co mówi prawo

Dawna prasa łowiecka nie zostawia wątpliwości, że psy myśliwskie były (i są) integralną częścią świata polowań: już sam profil „Łowca Polskiego” łączył tematykę myślistwa, broni i hodowli psów myśliwskich w jednym miejscu. To ważne, bo pokazuje, że łowiectwo od początku było systemem: człowiek–pies–teren–sprzęt, a nie tylko „strzał”.
Z drugiej strony, współczesne łowiectwo w Polsce działa w ramach formalnych instytucji i regulacji. Polski Związek Łowiecki publikuje zestaw kluczowych dokumentów (m.in. statut, regulaminy, zestawienia przepisów), które – obok prawa powszechnego – porządkują praktykę polowań, szkolenia, egzaminy, zasady organizacji.
To również moment, w którym warto powiedzieć coś wprost, bez udawania: dzisiejsze polowania nie są rekonstrukcją sprzed wieku, nawet jeśli czasem lubimy mówić o tradycji. Zmieniły się standardy bezpieczeństwa, zmienił się status części gatunków, a dyskusja o etyce myślistwa, roli gospodarki łowieckiej i odpowiedzialności myśliwych jest zdecydowanie bardziej publiczna niż kiedyś. W tym sensie współczesna kultura łowiecka – niezależnie od osobistych poglądów – jest silniej „rozliczana” społecznie i prawnie.



Odzież myśliwska na polowania i do lasu – praktyka warstw, cisza materiału

Jeśli mielibyśmy z całych tych opowieści wyciągnąć jedną rzecz, która łączy łowiectwo sprzed 100 lat z dzisiejszym, to byłaby to widoczność i słyszalność. Sztolcman spłoszył jelenia białym kapeluszem – i to zdanie spokojnie mogłoby być mottem działu „odzież myśliwska” w każdym sensownym sklepie.
Nowoczesna odzież myśliwska to w praktyce kilka prostych oczekiwań: ma być odporna na teren (przetarcia, krzaki, wilgoć), ma chronić przed wiatrem i deszczem, ma oddychać przy ruchu, a przy podchodzie – najlepiej, żeby była możliwie cicha. W opisach oferty „Do lasu” podkreśla się właśnie te cechy: trwałość, ochronę membran, komfort termiczny i kroje zaprojektowane pod realne użytkowanie w terenie
Jeżeli szukasz miejsca, gdzie da się skompletować strój „od stóp do głów” pod polowania, łowiectwo, wyjścia do lasu i zwykłe terenowe chodzenie, to Fraya.pl buduje ofertę właśnie wokół takiego zastosowania. Sklep specjalizuje się w odzieży myśliwskiej marki Deerhunter (w tym kolekcjach kojarzonych z łowiectwem i outdoorem), a przy tym pozycjonuje się jako autoryzowany przedstawiciel wybranych marek i kieruje ofertę nie tylko do myśliwych, ale też do leśników i osób „od roboty w terenie”.
W praktyce oznacza to, że znajdziesz tu zarówno klasyczne elementy typu kurtka myśliwska, spodnie myśliwskie, kamizelka myśliwska, czapka myśliwska, jak i warstwy „środkowe” – swetry, bluzy i polary myśliwskie, które w polowaniu często robią większą robotę niż gruba kurtka, bo pozwalają lepiej sterować temperaturą. Same opisy kategorii wskazują też zastosowanie wprost: odzież przejściowa, warstwa docieplająca, a nawet „cicha odzież myśliwska do podchodów”.